Trudny rok. I małe zwycięstwa.

Monika  •  06/02/2018  •  Komentarze

Ostatni rok był chyba najcięższy, jeśli chodzi o moje zmagania z SM. Pojawiły się nowe objawy choroby, które nie wycofały się nawet po leczeniu w szpitalu. Z tym wiązała się konieczność rezygnacji z kolejnych ważnych dla mnie spraw. Musiałam przerwać kurs prawa jazdy, bo moja noga nie działa. Nie wspominając o bardzo długim zwolnieniu lekarskim i innych naprawdę ważanych kwestiach… Jednocześnie był to rok malutkich zwycięstw.

Od momentu, gdy moja lewa noga przestała zginać się w kolanie – poza rehabilitacją, zaczęłam sama codziennie ją ćwiczyć a także próbować „biegać”. Chociaż to tylko ledwie truchtanie. Na początku miałam problem z tym, żeby przebiec choćby 2 minuty. Noga sprawiała, że zaliczyłam wtedy sporo potknięć i wywrotek. Jednak się nie zrażałam – 4 razy w tygodniu, niezależnie od samopoczucia, od pogody, wychodziłam i starałam się zmusić kolano do tego, żeby zaczęło się zginać. Robię tak przez cały czas, a minęło już prawie pół roku. Mimo tego, że lewa noga wlecze się za mną – czasem jednak udaje mi się ją dobrze zgiąć. Małe sukcesy.

Obiecałam sobie, że na 29. urodziny wezmę udział w biegu i go ukończę. Udało mi się to zrealizować. Doczłapałam do mety podczas zawodów biegowych – jedenasta od końca (na ok. 300 uczestników). Gdy widziałam metę, miałam łzy w oczach – to było jedno z największych zwycięstw w moim życiu. Gdybym była zdrowa – nigdy nie stanęłabym do takiej walki. Po co brać udział w rywalizacji, w której się przegrywa…. Ale po 5 latach z SM, właśnie wtedy na chwilę poczułam się (prawie) zdrowa. Podczas tych zawodów wygrałam najważniejszą nagrodę - pewność, że niezależnie od tego jak SM daje mi w kość – to ja będę górą, bo ciągle mam siłę walczyć.

Ale ledwie 3 tygodnie później SM zaatakowało z innej strony i zaczęłam tracić wzrok w lewym oku. Mimo natychmiastowego pobytu w szpitalu, podania sterydów – nie dość, że wzrok w lewym oku się nie poprawił, to się pogorszył i w zasadzie nic nim nie widzę. Ale przecież to nie powód, żeby załamywać ręce. Leczę się, rehabilituję, ćwiczę, nadal próbuję biegać, robię wszystko, co w mojej mocy, żeby po prostu normalnie żyć. Nigdy się nie poddam!

A jeśli chcielibyście mi pomóc w tej walce – bardzo proszę o wsparcie 1% podatku:
KRS: 0000338878
Cel szczegółowy: Monika Łada

Z całego serca- bardzo dziękuję!
Jednocześnie przesyłam dużo ciepłych myśli Wszystkim, którzy w ostatnich 5 latach pamiętali o mnie wypełniając swój PIT! Bardzo, bardzo dziękuję!

comments powered by Disqus