Trzy i pół roku

Monika  •  03/02/2016  •  Komentarze

Na SMowym „liczniku” mam już 3,5 roku od diagnozy. Zrobiłam kilkaset zastrzyków, żeby intruza zatrzymać. Mimo tego, w kolejnych rezonansach poza zapisem o „licznych zmianach” w mózgu (czyli tych, które pojawiły się w przeszłości), pojawia się też zła informacja o kolejnych nowych. Ale wiem, że to nie koniec świata i po prostu żyję z tym nieproszonym gościem, na tyle na ile się da - nie uginając się.

Najbardziej irytująca w stwardnieniu rozsianym jest zmienność. Wystarczy infekcja, zmęczenie czy stres - kwestie, których nie sposób w codziennym życiu uniknąć. Czasami nie potrzeba nawet nic, co wyzwala takie pogorszenie. Po prostu - bez powodu coś „przestaje działać” albo działa gorzej.
Nagle - schody stają się przeszkodą niemal nie do pokonania. Dzieje się to tak samo bez powodu, jak to, że po jakimś czasie prawie po niech wbiegam (czasem mija dzięki terapii sterydami, a czasem zupełnie samo). Kiedy indziej - całymi tygodniami świat wiruje tak, że trudno mi utrzymać równowagę stojąc normalnie, wydawałoby się - stabilnie. Później mogę sobie do woli stać na jednej nodze i ani drgnę... Oko, które któregoś dnia „przestało działać”. Rozmazany obraz, nic nie pomaga. A po kilku tygodniach - to samo oko, idealna ostrość, sokoli wzrok... Szklanka wypadająca z ręki, nieczytelne pismo, niewyraźna mowa... Mogłabym tak długo wymieniać. Przekleństwo choroby mózgu. Ale z drugiej strony- potęga samego mózgu.

Nawet gdy gorzej widzę, gorzej mówię, mam problem z równowagą, zawroty głowy, słabe nogi czy przedmioty lecą mi z dłoni - staram się robić swoje. Czasem jest trudniej, czasem łatwiej. Ale się udaje.

W związku z tym, że znów czas PITów - bardzo proszę Was o przekazanie 1% podatku na rzecz mojej walki z SM:

Numer KRS: 0000338878,
Cel szczegółowy 1%: Monika Łada

Proszę też o przekazanie mojej prośby dalej.
DZIĘKUJĘ

comments powered by Disqus